Mam na imię Magda.
Niestety, nie mogłam uczestniczyć w pełni w obchodach 50-lecia Odnowy. Byłam tylko w piątek i w niedzielę na Mszy Świętej. Można by powiedzieć, że w takim razie ominęła mnie zasadnicza część, ale Pan pozwolił mi mimo to doświadczyć czegoś niesamowitego.
Jeśli chodzi o piątkowy dzień, to byłam trochę rozczarowana. Brakowało mi w nim czegoś, zwłaszcza, że wiedziałam, że nie będę mogła być w sobotę i nie byłam pewna, czy będę mogła przyjść w niedzielę. Ale okazało się, że mogę i nie żałuję. Msza przebiegała jak zazwyczaj aż do momentu Komunii. Wtedy właśnie zaczęło się dziać, a nawet DZIAĆ : D Doświadczyłam takiej realnej bliskości Boga, że byłam pewna, że mogę go dotknąć. Miałam tak ogromne poczucie wiary, że mogłabym góry przenosić. I to dosłownie. Wiedziałam, że gdybym wtedy właśnie powiedziała moim ukochanym Tatrom, żeby przeniosły się pod Warszawę, to by to zrobiły, ale po co, skoro Bóg chciał, żeby były tam, gdzie są teraz? Rozpłakałam się z radości. To było niesamowite uczucie. Chciałam iść do ludzi pod kolumną Zygmunta i mówić im o Miłości Boga (niestety, jak tamtędy przechodziłam po Mszy, nikogo już nie było. A może i dobrze? Bóg wie, co robi 😉 ). Po Komunii było uwielbienie, które dla mnie mogłoby się nie kończyć. Myślę, że doznałam ponownego Chrztu w Duchu Świętym właśnie na Mszy, ponieważ nie było mnie w sobotę.
A jakie są tego owoce?
W domu w czasie modlitwy osobistej po raz pierwszy w czasie modlitwy uwielbienia zaczęłam śpiewać na głos w językach. Przyszło to tak naturalnie i tak nagle.
Bóg jest wielki
Chwała Panu

Zapisz